piątek, 16 sierpnia 2013

Pojawiam się i znikam....

Witajcie.
Wciąż obiecuję sobie systematyczne prowadzenie bloga i wciąż tego nie robię... Dlaczego pytam sama siebie i sama tak do końca tego nie wiem... Mogłabym znaleźć tysiąc tłumaczeń, ale przecież mimo tych tłumaczeń gdzieś tam w środku coś mówi, że zawsze mogłabym znaleźć choć ociupinkę czasu na bloga... Obiecuję, że się postaram, że zmienię to czy tamto i dalej tkwię w tym samym punkcie... Mam słomiany zapał, zaczynam tysiąc prac i nie kończę żadnej :(
Moje dziecko, o którym nic tu jeszcze nie pisałam pochłania mi cały mój czas i energię... Ledwie starcza mi sił na prowadzenie domu, mojego własnego domu :) Teraz tkwię zawieszona pomiędzy gotowaniem jednych słojów, a drugich, ledwie już patrząca na oczy, a jeszcze jedna partia czeka na ugotowanie. Moja mała piwniczka powoli zapełnia się słojami, które cudnie otworzyć zimą i poczuć choć odrobinkę lata :)
Prace ręczne, które tak kocham poszły sobie na dalszy plan, choć teraz ambitnie staram się codziennie coś podłubać na szydełku, chociaż oczko czy słupeczek ale zawsze coś... Zaczęłam już robić dzwonki na choinkę bo mam zamówienie, a z moim zapałem to może trochę potrwać... Mam nadzieję, że ja dotrwam do końca i je zrobię, a moi zleceniodawcy będą zadowoleni :) W najbliższym czasie postaram się wrzucić fotosa, ale dziś moje oczy mówią komputerowi nie...
Dobranoc :)